Tata, czy ojciec???!

Tata, tatuś, tatulek. Obrońca, bohater, wzór do naśladowania. Ochroniarz. Pierwsza miłość córki. Pierwszy bohater syna. 



Ja nigdy nie miałam taty.
 Nigdy.

 Kiedyś, dawno temu w pizdu gdzieś, gdy byłam 2 letnią dziewczynką on był. Nosił mnie na rękach, bawił się ze mną, zabierał na ryby, grzyby , na spacery. Bawił się. Istniał. Był! Był kochający i kochany. Obdarzał mnie zapewne miłością, która szybko się skończyła. Był!


Ale to koniec.
 Nacieszył się.
 Och tatuś, tatulek. 
Nie znam tego słowa. Nigdy już nie poznam. 
On żyje.Jest. Istnieje.
 Poznałam go. Odwiedził mnie. Tak. Zabrał na lody- no teraz to już na piwo. Rozmawialiśmy, spędziliśmy kilka dni razem. Dowiedziałam się wiele o Nim, dowiedział się wiele o mnie.
Ale czy to wystarczyło? Nie . Dla mnie to jak zapoznanie obcego faceta. Jakiegoś wujka, stryjka czy sąsiada, który właśnie się wprowadza na nasze osiedle
Nigdy nie będzie miedzy nami takiej więzi córka-tata.

 Ale to już nie tata, nigdy nim nie był. Dla mnie zawsze był ojcem. Ojcem biologicznym. Robić potrafił, wychować już nie. Nie chciało się ? Nie mógł? Pierdolenie. Mógł, wszystko można. Trzeba tylko chcieć. 
Zazdrość
U mnie bywała. Dzień ojca? Trudny dzień, ale przede wszystkim dla mnie. Czemu? Czułam się zażenowana. W pierwszej klasie, gdy mieliśmy narysować naszych tatusiów na Dzień Ojca, ja nie potrafiłam, nie umiałam. Bo niby jak? Kto to tak właściwie jest? Choć w głębi duszy zazdrościłam koleżankom ich tatusiów. Tak bardzo go chciałam, tak bardzo chciałam mieć tatę. Pragnęłam tego jak nikt.

Teraz mamy kontakt, owszem, czasem rozmawiamy, czasem zalakujemy zdjęcia, takie czasy... 

Umówiliśmy się. Na wakacje. Ale czy się spotkamy? Czy tego chcemy? Czy to realne? Nie wiem. Choć błędy się wybacza, choć niby nie zrobił nic złego, po prostu go TYLKO nie było, po prostu nie widziałam go tyle lat, po prostu nie był na moich urodzinach, nie poznał mojego pierwszego chłopaka, moje dzieci , nie wie co lubię a czego nie, nie był moim przyjacielem, nie zna mnie więc i ja go nie znam.Jesteśmy dla siebie tak obcy, jak ludzie , którzy mijają się na ulicy.

Miałam mu za złe
Tak, mając bunt nastolatki miałam mu za złe, że opuścił rodzinę, że żył kilka tysięcy  kilometrów od nas, że żył bez nas, że zostawił mamę, nienawidziłam go, był dla mnie nikim.
A teraz? Ja mam własne dzieci. Jestem samotną mamą i tego się w żaden sposób nie wstydzę, nie mówię że to jest złe, nie mówię że to jest moja porażka. Bo nie. Ale jest on, ojciec mój, dziadek dzieci moich, i chce tak chce mieć z nim kontakt, bo wiem że mogę tego żałować , że go nie poznałam, że nie chciałam poznać,

Moje dzieci
Obawiam się,żeby nie miały tak jak ja. Chcę żeby miały tatę, ale to już nie moja decyzja, nie moja ingerencja. Chcę żeby miały tatę nie ojca, bo ojcem może być każdy a tatusiem już nie. Ten kto istnieje tylko na papierku to nie tata. Tata zna swoje dziecko, wie na co ma alergię, jakie bajki lubi, co lubi jeść co ją bawi, gdzie ma łaskotki.... Tata musi istnieć,ingerować. A nie tylko być. Bawić ssię, oceniać, chwalić , karać,. . Ingerować w życie dzieci. Kochać je. Tak kochać i to wystarczy.

Tato kochaj mnie!

4 komentarze:

  1. Temat mi bliski ale ja nie mam kontaktu ze swoim ojcem , chciałabym ale on nie chce. Gdy byłam dzieckiem był przy mnie kochałam to była córeczką tatusia więc teraz boli mnie dwa razy mocniej! Moje dzieci nie znają dziadka , zawsze gdy o tym myślę jest mi przykro bo czas biegnie a on choruje ( ryczę jak głupia , szkoda mi go) ale co z tego ? Nic widocznie tak miało być , życie nie zawsze jest sprawiedliwe:(
    Chociaż nadal mam nadzieję.....

    OdpowiedzUsuń
  2. Znam z autopsji. "Tatuś" odszedł od mojej mamy, gdy byłam zarodkiem w brzuchu. Po 6 latach sobie przypomniał. Pobrali się. Nie ma między nami więzi. Szanuję go, bo to mój ojciec ale....sama wiesz jak to jest. Niestety, moje dzieci nawet ojca nie mają, jedynie dawcę nasienia - taki los okrutny. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dotarłam aż tu, bo bardzo interesuje mnie temat mężczyzn w kwestii rodzicielstwa. Nie wyobrażam sobie jak to musi boleć, odczuwać brak kogoś, kto jest częścią nas. Mam kilka znajomych, które dają radę same, ale ile osób by nas nie otaczało, nikt nie jest w stanie zastąpić tego, który odchodzi gdzieś ze strachu przed miłością, bo nie umiem inaczej tego określić jak właśnie strachem.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Blogująca mama dwójki , Blogger