Smycz dla dziecka? Tak czy nie?

smycz smyczdladziecka szelki


Szelki, smycz, paski...
    Zacznijmy może od tego do czego tak naprawdę ona jest potrzebna. Wiele się słyszy o wygodnictwie rodziców.


 "Założą takową smycz i mają z głowy dzieciaka "

"dziecka nie zawiesza się na smyczy, tylko poświęca mu się uwagę"

" To wszystko dla wygody rodzica"

"Jeszcze może założyć kaganiec?"


Zacznijmy może od samego początku do czego owa smycz służy dla naszych pupili bo od tego się zaczęło. Porównywanie dzieci do piesków ma swój sens, ale chyba nie każdy wie do czego ona służy. Otóż smycz służy do tego aby chronić naszego pupila przed krzywdą, aby nam nie uciekł, nie potrącił go samochód, aby ikt go nie porwał. Po to jest smycz! I otóż pewnego pięknego dnia pewien Pan wymyślił smycz, szelki dla dzieci. Są różnego rodzaju smycze z plecaczkiem, bez, ale wszystko moi drodzy wszystko dla bezpieczeństwa naszych dzieci. Smycz ma chronić przed zagrożeniem. To, iż pani ma dziecko na smyczy , to tylko przed tym aby chronić dziecko, a nie po to aby się wypróżnił w miejscu publicznym! Tylko aby kontrolować ruchy dziecka. 

Dajmy na to jest jakaś impreza na mieście, coś dla dzieci, Kubuś Puchatek z całą swoją "rodziną" ze Stumilowego Lasu przyjechał do Waszego miasta . Kurcze chcę wyjść aby starsza zobaczyła. Ale wiem ,że będzie latać po kątach, mnóstwo ludzi, może się zgubić. Ponadto mam młodszą, chodziaczka już. To co mam zrobić? Jakieś genialne pomysły? Bo ja na ten przykład biorę obie córki i wychodzę na głęboką wodę,starsza ma przyczepione pasy ale nie prowadzę jej jak na uwięzi, jak pieska , nie kontroluję ruchów "tu w lewo" tu w prawo, stój , siedź i waruj no kurwa!!! 
Wszystko po to aby starsza nie wpadła pod samochód, aby nikt jej nie porwał, i co gorsza aby się nie zgubiła. Jakoś trzeba sobie radzić. Moja starsza lubi pasy. Tłumaczę jej od samego początku do czego służą pasy. Nie potrzeba, nie używam. Nie jest na uwięzi. Ale, gdy potrzeba, gdy widzę,że może stać się coś, może się zgubić lub być niebezpiecznie, przyczepiam lub nakładam pasy. za rączkę? Chodzimy, oczywiście. Bardzo często. Nawet z moja dwójką idziemy za rączki, jednak nie wtedy gdy widzę ,że jest multum ludzi, samochodów i nieznane otoczenie. Wtedy z pomocą przychodzą pasy. Wtedy nie obawiam się ,że moje serduszko się zgubi.

Raz jedyny raz miałam taką sytuację. Raz jedyny raz, mało zawału nie dostałam. Młodsza płakała w wózku. Uwagę skupiłam na niej. Wzięłam ją tylko na ręce (odpięłam pasy w wózku i wzięłam ją na ręce). Chwila, moment. Odwracam się , Zuzi nie ma. Rozglądam się. Nie ma . Byłyśmy na placu, nie zbaw, ale na imprezie w mieście. Taki typowy festyn w mieście. Wszędzie mnóstwo ludzi, tłumy rzekłabym, balony, jakieś dmuchane zjeżdżalnie, scena, stoiska z zabawkami. Gdzie mogła pójść? Szukam, biegam, nigdzie nie ma. W końcu się znalazła. Była przy dmuchanych zjeżdżalniach, czekając w kolejce. Ona ma niespełna 3 lata. To co wtedy przeżyłam było nie do opisania. "Zatrudniłam" znajomych, żeby pomogli mi szukać. Nikt jej nie widział. A to był moment. Na szczęście nic jej się nie stało. Na szczęście. Ale teraz , zawsze na takie imprezy biorę pasy. Czy idziemy do większego sklepu, cz na festyn, albo "na miasto". 

 Możesz powiedzieć po co chodzić z dziećmi na takie imprezy? Po co w ogóle z domu wychodzić z dziećmi? Najlepiej siedzieć w domu dać im tablet, smartphone lub włączyć TV. A ja idę z nimi. Po to aby pokazać coś więcej niż podwórek i plac zabaw oraz dom. Aby uczyły się jak się zachowywać wśród ludzi. Ja nie jestem antyspołeczna i nie uczę tego moich dzieci. 
Możesz powiedzieć abym trzymała dzieci mocno za rękę. Tak, aby pozrywać wiązadła, aby pojawiały się siniaki a może aby moje dziecko poczuło ból? 
Możesz powiedzieć,że moje dziecko jest nie wychowane. 
Ale... 
Ja Ci powiem,że są dzieci grzeczne i niegrzeczne, posłuszne i mniej posłuszne. Są takie, które idą grzecznie za rączkę oraz te ciekawe świata. 

I szczerze, mam dość słuchania niepotrzebnych komentarzy gdy idę z moimi córeczkami , gdzie jest pełno ludzi, samochodów i wielki tłum wszystkiego. Oczu wokół dupy nie mam, raz spojrzę na jedną raz spojrzę na drugą. I może stać się takowy moment, iż starsza zobaczy biegnącego Kubusia Puchatka i pobiegnie do niego(tłum ludzi powtarzam) aa ja zapatrzona w młodszą.  I co wtedy? A szukaj igły w stogu siana. Po to są takie pasy, szelki, smycz czy jak tam to się fachowo nazywa. 
Moje drogie panie, panny, panowie, chłopcy i dziewczęta nie oceniajcie nie znając się na rzeczy. Gdy tylko będziecie mieć swoje dzieciaczki zobaczycie, że taka rzecz to zbawienie nie tylko"dla wygody" rodzica, ale przede wszystkim dla bezpieczeństwa naszych pociech. A starsze panie, które nie pamiętają jak to było za waszych czasów , ja mogę wam przypomnieć że gdy wasze pociechy były małe było 5 samochodów na krzyż, nie było takich tłumów na ulicach, nie było żadnych imprez dla dzieci, tyle porwań. 

Oczywiście dodam jeszcze jedno. Nie jestem za tym aby takowa smycz/pas miałaby służyć do nauki chodzenia. Helloł? Niby,że jak? Ciągnąc dziecko do góry, czy zatrzymując? Według mnie smycz dla dziecka stworzona jest wyłącznie dla bezpieczeństwa. 
Dziękuję i pozdrawiam:)

16 komentarzy:

  1. Myślę, że to dobry pomysł w niektórych sytuacjach. Żałuję, że kiedyś nie było czegoś takiego i nie wpadło mi to nawet do głowy bo moja córcia bardzo bała się psów i jak szłyśmy gdzieś i widziałą psa z daleka to wyrywała mi się i uciekałą gdzie popadnie byle dalej od psa. W końcu lekarstwem na to okazał się własny pies. Mąż przyniósł do domu szczeniaczka i chociaż w pierwszej chwili był krzyk, już na drugi dzień zdążyła się z nim zaprzyjaźnić. Piesek był z nami przez 15 lat i niestety odszedł w zeszłym roku, co okropnie przeżyłyśmy. Ale wracając do smyczy czy pasów to rzeczywiście w tłumie też się sprawdzą. Nie przejmuj się opiniami bo matka najlepiej zna swoje dzieci i wie jak je chronić.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiesz co nigdy nie widziałam czego takiego ale powiem Ci moją historie z dzieciństwa. Mama często mi opowiada. Miałam starszą siostre, która mi się chowała, ja mały brzdąc myślałam że jest za ulicą więc biegłam do ulicy, mama z wózkiem nie nadążała i zdążyła krzyknąć do faceta "niech pan ją łapie" inaczej nie byłoby mnie już tutaj. Takie pasy są potrzebne szczególnie jeśli mamy dwójkę.. bo dziecko to tylko dziecko, nie postzega świata tak jak my.

    OdpowiedzUsuń
  3. I bardzo fajnie jak się sprawdza. Ja jakoś daję radę "rencami" ogarnąć, ale powiem Ci, że o smyczy kilka razy już pomyślałam. Najchętniej do przywiązania przed sklepem :P :P :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Mieliśmy taki plecak ze smyczą mikro. Tylko nie wiem jakby to dziecko na tej smyczy trzymać. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie rozumiem takiego gadania, zacofania... Tak smycz może niejednokrotnie uratować dziecku życie :)))

    OdpowiedzUsuń
  6. Trzeba czasu by ludzie się przyzwyczaili. Jeżeli żyje się w mieście, gdzie jest duże natężenie ruchu samochodów i ma się żywiołowe dziecko to taka smycz to dobra sprawa.

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja chodziłam z młodą na szelkach i reakcje ludzi były pozytywne, zwłaszcza starszych pań, które powiedziały mi, że za ich czasów dzieci się prowadzało na odpowiednio długiej szmacie ;) Młoda mając około 1,5 roku nie chciała jeździć w wózku, ani chodzić za rękę, za to na szelkach - bardzo chętnie. Dla mnie to była świetna sprawa, przez kilka miesięcy chodzenia z szelkami załapała, że są auta, że jest niebezpiecznie, że trzeba dać rękę. I wcale nie czuję się gorsza z tego powodu :) Jestem za takim rozwiązaniem :) Gdzieś u siebie o tym pisałam, jak chcesz możesz poszukać :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Myśmy też parę razy małemu człapakowi ubrali takie szeleczki, na szczęście nikt nie odważył się komentować (ojciec Omena wyglądał i wygląda nadal jak bandzior :D ). Moim zdaniem to jest fajna sprawa w zatłoczonych miejscach. Bezpieczeństwo, wygoda, dla dziecka namiastka wolności ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja również myślę, że w niektórych sytuacjach jest taka smycz alternatywą, jednak jak widzę dzieci prowadzane tak po podwórku to czuję niesmak...

    OdpowiedzUsuń
  10. TAKIE CZASY, TRZEBA JAKOŚ UPILNOWAĆ MALEŃSTWA. ALE TROCHĘ ROZUMIEM TYCH, KTÓRZY TEGO NIE AKCEPTUJĄ

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo fajnie napisane :) Swoich dzieci jeszcze nie mam, ale jakiś czas temu będąc w Warszawie widziałam rodziców prowadzących dzieci na szelkach i szczerze mówiąc, za często się z tym nie spotykam, bo to w dużych miastach bardziej znane, ale jest to dobry sposób na to aby dziecko było bezpieczne :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Hey, fajnie napisane, mama na medal. Są jednak ewenementy, które poważnie przeginają z tymi pasami i pewnie stąd skrajne reakcje, osobiście nie używam, nie wiem, czy kiedyś nie będę, ale kurcze widziałam dzieci na szelkach i to w warunkach normalnych. Nie oceniam bo każdy wychowuje jak uważa, ale no bez przesady.

    OdpowiedzUsuń
  13. Masz rację do nauki chodzenia to się nie nadaje.

    OdpowiedzUsuń
  14. Powiem szczerze, że takie szelki to dla mnie nowość. O ile przy jednym dziecku taki gadżet może okazać się zbyteczny, to przy dwójce ruchliwych maluchów w podobnym wieku będzie z pewnością dużym ułatwieniem.

    OdpowiedzUsuń
  15. Myślę, że mimo, iż jest to dość kontrowersyjne rozwiązanie - to jeśli zapewnia naszemu dziecku bezpieczeństwo, to nie ma co oglądać się na gapiów :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  16. Szczerze nigdy tak nie myślałam o tych pasach... Mieszkam we Wrocławiu i z synem dosłownie bywam wszędzie. Ale to typ, który raczej grzecznie trzyma rękę rodzica i jest mega ostrożny :) pewnie gdyby miał inny temperament to pasy mogłyby być niezbędne :D
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Blogująca mama dwójki , Blogger