Perypetie samotnej matki cz.1


O tym, że jestem samotną mamą chyba już wiecie:) Jednak samotna mama plus dwójka dzieci do tego blogerka a w danym momencie organizatorka spotkania dla mam! Ot co:)


 Koleżanka ostatnio zapytała się mnie jak ja to wszystko ogarniam? Ona niby mama samotna, z brzdącem, pracuje ale ma konkubenta (ha jakie to piękne słowo-trochę dla mnie na granicy patologii, ale cóż Polska nas tego nauczyła ) i nie potrafi nic zrobić, zając się dzieckiem-to potrafi, jednak jest zmęczona życiem, pracą, byciem mamą. No skłamałabym gdybym powiedziała,że jestem zawsze fit, że mi się wszystko podoba i nie jestem zmęczona. Bo jestem moi drodzy, jestem zmęczona. Ja jestem tylko kobietą, małą, drobną osóbką, która skrzywdzona przez los zajęła takie a nie inne miejsce w społeczeństwie. Mam dwójkę dzieci, które kocham nad życie. Jestem dla nich wszystkim co mają, a one są wszystkim co ja mam. 

Jak to naprawdę jest z taką dwójką? Powiem ,że są wzloty i upadki. Czasem jest kolorowo a czasem tak szaro że rzygać się chce. Monotonia też bywa. Jest. Brak pieniędzy? Kto w tych czasach tego nie zaznaje? Jednak dzieci dają kopa takiego,że wszystko idzie po jak najlepszej myśli. Radzimy sobie. Wiem ,że będzie ciężko ale czekam na ten moment ,aż los się odwróci i w końcu będzie lepiej. 

Dzień z dziećmi to jedna wielka furia wszystkiego. Dzień często dzięki moim perełkom jest spontaniczny.

Jedna 2,5 roku. Wariatka, szalona, wszędzie jej pełno, energiczna, uzdolniona plastycznie(tak jej się chyba wydaję bo uwielbia malować po wszystkim prócz papierze), mój mały Picasso. W Prima aprilis pomalowała dla młodszej stopy oraz ręce bibułą-czerwoną! ja myślałam, ze to krew! Szok! Ale już się powoli do tego przyzwyczajam. 
Tą niespełnioną energię trzeba gdzieś "wyhopsać" jak mówi króliczek z bajki mojej córki, Także spacery obowiązkowe! 

Młodsza 9 miesięcy. Piękna ma, myślę po mamusi-takaż skromna jestem. Jednak to czas na; raczkowanie, chodzenie przy meblach, trzymanie się jakieś obręczy, łóżka czy czego tam kolwiek i raptowne puszczanie. Teraz musi zobaczyć czy spada w dół czy coś a może ona pnie się do góry. Niestety wypadki są bardzo częste. Także asekuracja potrzebna jak tlen do oddychania. Nie zawsze mogę, nie zawsze jestem. Płacz chwilowy i bajka znów ta sama.

Przy starszej młodsza je papier, wcina lalki, ostatnio przyłapałam na żarciu gąbki uwalonej w kredzie. No oczu wokół dupy nie mam. Tak mówcie zła matka. Oj zła!!!! Ale staram się aby było jak najbezpieczniej , jednak się nie da. Mam starszego urwisa w domu, i niestety jak ta nieopacznie weźmie kartki do niby malowania, zostawi na podłodze to młodsza ciachu prachu i wcina swój ulubiony posiłek z celulozą. Zła oj zła ja. 
Gdy starsza się bawi lalkami to młodsza ciachu prachu wcina włosy lalki. Matka musi posprzątać, matka musi pozmywać, poprać, poprasować, coś do żarcia ugotować bez celulozy. Czasem mnie nie ma w pokoju, Czasem . Staram się wszystko inne robić jak najmłodsza śpi. Jednak wtedy to są hecy!! Oj kabarety. 

Godzina 10. Jeśli uda mi się położyć spać młodszą to starsza ma swoją ulubioną bajkę-trwa aż 40 minut!!! Boże drogi tyle czasu ! Także poranna toaleta należy do mnie. 
Jednak jeśli przegapię jej bajkę. To wtedy w pokoju się dzieje. Kota nie ma myszy harcują. Mówię Wam! Starsza jest nieobliczalna. Nigdy nie wiem na jaki genialny pomysł wpadnie. Jak to mówi babcia "ma to po mamusi"-nie wierzę, ale chyba coś w tym jest. Tu już  nie mam na myśli wchodzenie po niedozwolonych meblach, tylko inne czary-mary.
Komputer jest na biurku. Jednak na biurku jest szafka?półka? coś jest , z krzesełka starsza nie sięgnie. Więc co robi wchodzi na lapka i bierze. A tam są same zajebistości od plastelin, modelin, ciastolin, multum papieru po moje nie chciane farby. Niechciane. Bo starsza miała tyle przygód z nimi że szok i nie dowierzanie. Wiecie że one nie służą do malowania na papierze? Pędzelkiem? Coś ty zdurniała Palce lepsze. A najlepsze to ciuchy. Ha dziwi cię? Mnie już nie. Ściany? Jakieś takie mało kolorowe. Trzeba przyozdobić. Czarnym najlepiej! Modelina? a potnę(no porozrywam) na cieniutkie kawałeczki, tak aby mama jak wejdzie podeptała i w dywan niech "wejdzie" co by za mało sprzątania nie miała. 

Sok kubuś? Uwielbia. Pić też lubi ale ostatnio na dywan wylała, aj tak nie chcąco się wylało no się samo przecież no. Ale co tam . Będzie "kololowo ".

 Mama w kuchni to sobie wezmę książki, nie te moje, te niedozwolone, i podpiszę przecież ze mnie taki Picasso. 

Albo wczoraj- mówię do starszej aby przyniosła mi papier, cóż przejęzyczyłam się, na myśli miałam ręcznik papierowy. Przychodzi księżniczka z"wędką". Wędka to oczywiście rozłożony papier toaletowy, który snuł się po mieszkaniu. "Mamo lyby łowię":D tu się uśmiałam. I tak oczywiście młodsza-pożeracz celulozy- ciap ciap podreptała coś skosztować :D

Dziś. Woda w szklance. Płatki-te kuleczki czekoladowe -w miseczce. Młodsza śpi. Starsza ogląda bajkę. " Idę do łazienki"-mówię. Nooo siku musiałam. Przychodzę...... brak słów..... Kompocik. . Na stole woda-jakaś czarna? Brązowa? W misce pusto. W szklance kilka kuleczek i odrobinę wody. Gdzie jest reszta pytam się??? "Tyfan był godny". No cóż nasz dywan oczywiście uwielbia wszystko, także starsza poczęstowała go czekoladowymi kuleczkami. 

Młodsza tez dobra agentka . Boję się co to będzie jak będzie chodzić, a dalej myśląc jak będzie za rok? Oszaleję, osiwieję. Jednak to taki mały urywek z mego jakże monotonnego i przebitego szarością życia. Cóż jest tak nudno, że srać się chce. Tylko jakoś nawet czasu na to nie mam:) 


Pozdrawiam Was serdecznie:)
Blogująca mama dwóch urwisów ale kochanych. 




Podzielcie się jak to jest u Was:) 

9 komentarzy:

  1. Samotna ale ma konkubenta ? To chyba Noe wie czym jest samotność :) Nie wiedziałam, że jesteś w tej samej sytuacji co ja :) u nas 10 i 4 lata. Ja 27. :) czy jestem sama ? Tak . Dawca ma swój świat. ;) Ex niby chce powrotu ale jakoś nam to nie wychodzi i raczej nie wyjdzie chyba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samotna nie znaczy zła, samotna to samodzielna z akcentem na dzielna:) Możemy żyć z kimś tzw partnerem, konkubentem jednak samotność matki zostaje czasem, często.Doskwiera. Dziś wpis z odrobiną uśmiechu. Perypetie samotnej matki, która tylko siedzi w domu i nic nie robi a dzieci "same" się sobą zajmują:D:D

      Usuń
  2. Podziwiam samotne mamy. Tyle spraw na głowie, tyle trzeba ogarnąć. A kochane urwisy tego jak widać nie ułatwiają:P Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie ułatwiają, ale bez nich nie byłybyśmy matkami. A przy tym byłoby nam w życiu nudno. Przyznać się szczerze, iż przyzwyczajona jestem do takiego trybu życia i nie zamieniłabym się z nikim innym. Nie pamiętam już jak to było dbać tylko o swój tyłęk:D Teraz jest cięzko , ja bywam często zmęczona ale szczerze? Chcę:) Nie chciałabym mieć dzieci któr siedzą grzecznie w kącie i się bawią. No chociaż czasem tak choć na 20 minut to by się prrzydało:D:D:D

    OdpowiedzUsuń
  4. czasem bywa lepiej czasem gorzej jak to ja mowie :)

    dodaje ! i zapraszam !

    http://gabrysiowetestowaniee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. dzieciaki dają kopa, to fakt. Takiego pozytywnego,w chwilach zwątpienia. To jedno ze wspanialszym uczuc jakie doznałam, kiedy zostałam mamą. Przekraczanie własnych granic, tylko z dziećmi. Powodzenia i ogromnej siły!

    OdpowiedzUsuń
  6. Podziwiam Cię. Take małe dwa szkraby, to prawdziwe złoto, ale sama wiem co znaczy mieć w domu żywiołowe dziecko, które ma głowę pełną dziwnych, szalonych, a czasem mrożących krew w żyłach pomysłów. Moja młodsza córka (prawie 2,5 roku) to taki mały diabełek. Też lubi pisać i malować po wszystkim czym się da. :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Podziwiam Cię. Take małe dwa szkraby, to prawdziwe złoto, ale sama wiem co znaczy mieć w domu żywiołowe dziecko, które ma głowę pełną dziwnych, szalonych, a czasem mrożących krew w żyłach pomysłów. Moja młodsza córka (prawie 2,5 roku) to taki mały diabełek. Też lubi pisać i malować po wszystkim czym się da. :-)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Blogująca mama dwójki , Blogger